Apetycik.pl
      
nowości 


kontakt 



 

Konwent Mistrzów Nalewek!

Grupa trzymająca nalewki

Polska Akademia Smaku

Kresowa Akademia Smaku

Są Mistrzowie Polskich Nalewek
 

Fot. Archiwum   
Nalewki z klezemrami w tle

Takiego turnieju nalewek jeszcze nie było. 15 września w Knajpie "U Fryzjera" w Kazimierzu Dolnym wszystkim admiratorom i twórcom nalewek zagrają klezmerzy...




To już VIII Turniej Nalewek Kresowych. Prawdopodobnie najbardziej magiczny i nastrojowy ze wszystkich. Z udziałem artystów nalewek, malarzy, aktorów i klezmerów.
Zapraszamy serdecznie.


Odkąd Robert Makłowicz napisał w tygodniku "Wprost", że jeden turniej nalewek organizowany przez Kresową Akademię Smaku wart jest więcej niż cały dorobek polityczny Jaskierni i kompletna dyskografia Piaska - na święto nalewek i jej admiratorów jadą fani polskiej tradycji, dobrego smaku i aromatów zaklętych w butelkach i gąsiorkach. Jadą z całej Polski. Od Gdańska po Jarosław. Od Wrocławia po Biłgoraj.
- I tak ma być - twierdzą zgodnie Piotr Bikont i Robert Makłowicz, którzy od początku kibicują festiwalom nalewek organizowanych przez Kresową Akademię Smaku.

Jedziemy do "Fryzjera"
Gospodarzem VIII Turnieju Nalewek Kresowych jest Robert Sulkiewicz, właściciel kultowej Knajpy "U Fryzjera" w Kazimierzu Dolnym. Miejsca słynnego ze sławnych gości (ostatnio "Kolacja z Urszulą Dudziak"), muzyki klezmerów, żydowskiej kuchni, nocnych rozmów i widoku na tęczę nad Kazimierzem.

Z historii poprzednich turniejów nalewek.
5 maja 2005 r. w Dworze Anna pod Lublinem odbył się VII Ogólnopolski Turniej Nalewek Kresowych. Prestiżowy festiwal nalewek ma uznanie i renomę w kraju i na Kresach. Na czele jury stanęli Robert Makłowicz. Oraz Piotr Bikont i znakomity aktor Włodzimierz Matuszak.

Tak było w Kiermusach!
Oto relacje uczestników z VI Turneju Nalewek Kresowych, który odbył się w Kiermusach koło Tykocina w dniu 15 września 2004 r. Szczere aż do bólu. Ale prawdziwe.
- Zachwyciła nas kresową tęsknotą, unikalnym smakiem i kolorem - powiedział Stasys Eidrigevicius, przewodniczący Komisji Turniejowej oceniający nalewki domowe. W prestiżowej kategorii nalewek z akcyzą nie do pobicia okazała się Kiermusianka wyprodukowana przez Polmos Toruń według recepty Andrzeja Żamojdy, dziedzica Dworku nad Łąkami w Kiermusach.
Bardzo to wyborny trunek - twierdzi Zbigniew Buczkowski, który oceniał nalewki z akcyzą. Andrzej Żamojda, gospodarz Turnieju dostał także II nagrodę w kategorii nalewek domowych za rewelacyjny Lubczyk Dziadka Andrzeja.
Oto wyniki:
Nalewki domowe:
I Paweł Mitrus, Lublin za Kminkówkę.
II Andrzej Żamojda, Dworek nad Łąkami Kiermusy, za Lubczyk Dziadka Andrzeja.
III Halina Mamok, Katowice, Złota Jesień.
Nalewki z akcyzą:
I Kiermusianka, Dworek nad Łąkami Kiermusy.
II Imbirówka, Polmos Białystok.
III Wiśniówka, Polmos Józefów.
Wyróżnienia:
1. Wiśniówka Miodowa, Karol Majewski - Nalewki Staropolskie, za długi smak.
2. Śliwowica, Polmos Toruń, za bukiet zapachowy.
3. Chrzanówka na Żurawinie, Dworek nad Łąkami Kiermusy, za harmonię składników.
4. Kasztelanka, Polmos Józefów, za niepowtarzalną barwę i klarowność.
5. Nalewka Cztery Pory Roku, Karol Majewski - Nalewki Staropolskie, za kultywowanie tradycji.
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Kapituła Kresowej Akademii Smaku nie zdecydowała się wręczyć swoich certyfikatów, potwierdzających klasę wybranych nalewek. Prawdopodobnie stanie się to na kolejnym turnieju.

Jak u Pana Żamojdy za piecem
Jak było? Deszczowo. Ciepłe krople ostatniego letniego deszczu kazały gospodarzom skryć pracowicie przygotowane stoły do sal Jantarowego Kasztelu, gdzie turniej się odbył. Na powitanie były salwy armatnie, muzyka dworskich rybałtów i rubaszne dowcipy Pana Twardowskiego. Tego samego, co w filmie "Jak u Pana Boga za piecem" zagrał komendanta policji. Ale w filmie zagrał lepiej. - Tu w Kiermusach niepotrzebnie się śpieszył i gdzieś zagubił rytm dostojnej polskiej gościnności.
Kresowy smak
W czasie gdy grupy jurorów zabrały się do ciężkiej pracy, publiczność z całej Polski i zza Buga zabrała się za degustację staropolskich potraw. Czegóż tam nie było? I szynki, i raki, i palcówki, i ryby. Publiczność najbardziej zachwyciły: biały wędzony ser, litewska słonina i śliwki z kminkiem z restauracji Hades (Lublin), arcywyborny łosoś i mięsiwa z Dworu Anna (Lublin), palcówka, salceson i gulasz Radziwiłła z Karczmy Rzym (Kiermusy) oraz doskonała zupa z lina hotelu Amax (Mikołajki).
W jury nalewek z akcyzą pracowali m.in. Zbigniew Buczkowski i Michał Fajbusiewicz. W jury nalewek domowych: Stasys Eidrigevicius, Janka Werpachowska (Świat Alkoholi) i Czesława Zawadzka (wygrała poprzedni turniej). Werdykt pierwszego jury wydano bardzo szybko. Na wyniki w kategorii nalewek domowych trzeba było zaczekać godzinę. W tym czasie Witold Dąbrowski z Teatru NN (Lublin) oderwał publiczność od jadła i zagrał spektakl o tym, jak Żyd z kresów chciał zrobić interes na nalewkach.
Nalewek smak
Co z nalewek smakowało najbardziej? Nalewka agrestowa i jerzynowo-malinowa Karola Majewskiego zachwycały harmonią i smakiem. Tajemniczy Lubczyk Dziadka Andrzeja wedle starych receptur przez Andrzeja Żamojdę sporządzony dodawał sił, a nalewka z pokrzywy i kilkunastu ziół dr Adama Gąsiorowskiego energii. Tak, jak przed rokiem klasę pokazała Halina Mamok. Jej piołunówka (absynt) zrobiły furorę. Całą słodycz lata zaklął w pigwówce Lech Cwalina. A Zdzisław Zasławski w kminkówce zaklął nadchodzącą jesień. Wiśniówka Jerzego Zielińskiego z Kazimierza Dolnego była jak marzenie. Aż 11 smacznych nalewek wystawiła do konkursu Jolanta Rafalska z Domu Gościnnego Lipowa Dolina (też Kazimierz). Osobna sprawa to zwycięska kminkówka.
- To mój debiut nalewkowy. W rodzinie były takie tradycje. Moja Babcia dożyła 99 lat. Kształciła się na Krymie, mieszkała na Kresach. Kminkówkę pijano w domu do obiadu. Według starej receptury przygotowałem ją pod fachowym okiem dr Adama Gąsiorowskiego - mówi zwycięzca turnieju.
Wielką klasę pokazali artyści nalewek zza Buga. Eryk Łabig z Podola zachwycał nas nalewką zimową. Furorę zrobiła Nalewka kochanków Żenii Marysiuka z Ukrainy. Z wielkim upodobaniem spijano orzechową nalew Konrada Pormańczuka. Dzięki nim turniej był międzynarodowy. Ale jak Kresy to z obu stron Buga.
Rarytasy: Panna Apteczkowa
Z okazji turnieju Zbigniew Lemiech, kolekcjoner i wydawca z Lublina przygotował specjalne wydanie "Gazety Grodzkiej" ze znakomitym esejem Haliny Mamok "Laboratorium białogłowy" poświęconym tradycji polskiego nalewkarstwa. Autorka dołączyła przepisy na zacne nalewki. A wszyscy uczestnicy spotkania w Kiermusach dostali od Kresowej Akademii Smaku na pamiątkę bibliofilskie wydanie "Rękopisu Panny Apteczkowej" ze stuletnimi przepisami na nalewki. Starannie w ręcznie numerowanym nakładzie wydało rękopis Wydawnictwo-Drukarnia L-Print z Lublina.
Pożegnania
Nadszedł czas pożegnań. W pamięci został mi kieliszeczek piekielnie mocnej nalewki, którą rano wypiłem na pożegnanie z Mirosławem Hermaszewskim. Ktoż lepiej niż o­n może znać się na księżycówce? Wprawdzie w Kiermusach pierwszy polski kosmonauta nalewki nie wystawił. Ale zapewnił, że na VII Kresowym Turnieju Nalewek Staropolskich, który odbędzie się 5 maja 2005 - na pewno ze swoją słynną nalewką się pojawi. Do wystawienia rodzinnej nalewki sposobi się także Michał Fajbusiewicz, wielki miłośnik smaków i polskiej tradycji. A Zbigniew Buczkowski przyjedzie nalewek popróbować.



Recenzje:
Kiermusy. 50 trunków oceniano w VI Kresowym Turnieju Nalewek Staropolskich w Kiermusach. Kminkówka Pawła Mitrusa z Lublina zwyciężyła w VI Kresowym Turnieju Nalewek Staropolskich w Kiermusach. Kminkówka okazała się najlepsza spośród blisko 50 nalewek domowych, uczestniczących w turnieju. Producent nagrodzonej kminkówki przyznał, że ma niewielkie do świadczenie w nastawianiu nalewek i jest bardzo zaskoczony nagrodą. W turnieju uczestniczył po raz pierwszy. Karol Majewski, który nastawia nalewki od kilkunastu lat, do Kiermus przywózł kilka gatunków. Między innymi ratafię na 34 rodzajach owoców, która musi dojrzewać przez 5 lat. Podkreśla, że próbowanie nalewek podczas biesiad z przyjaciółmi nie ma nic wspólnego z pijaństwem. Także pomysłodawca i organizator turnieju Waldemar Sulisz prezes Kresowej Akademii Smaku z Lublina mówi, że staropolska tradycja stawiania i próbowanie nalewek nie ma nic wspólnego z opilstwem dawnej szlachty. Nalewkami w dworach zajmowały się kobiety, a częstowanie nimi było wyrazem dobrze rozumianej gościnności. By trunek był naprawdę dobry, nie wystarczy stara receptura - twierdzą zgodnie współcześni miłośnicy nalewek i dodają, że do tej trudnej sztuki trzeba dołożyć odrobinę serca.
(Radio Białystok)

I ja tam byłem.... ale niewiele piłem :(
A to z powodu, że mój prywatny kierowca (czyt. żona) odmówił wzięcia udziału w imprezie i musiałem mieć wzgląd na przydatność własną do trzymania fajery.
W każdym razie to co udało mi sie polizać było niezłe, choć przeważnie bardzo słodkie.
Znając nieco pokrój gospodarzy imprezy byłem właściwie przygotowany na to co było rzeczywiście, choć miałem jednak cichą nadzieję, że się omylę i impreza okaże sie przednia i swojska. Niestety było jak było - sped VIP-ów nastawiony na promocję organizatorów i sponsorów. Nic z atmosfery swojskości i domowości - raczej jarmarcznego kuglarstwa i Disneylandu. W pewnym stopniu rozumiem - bez VIP-ów i kuglarskiej otoczki nie byłoby mediów - bez mediów nie byłoby sponsorów. Jednak pewien niesmak i niedosyt pozostał. Fakt, że "komisja" wydała werdykt tyleż polityczny, co i kontrowersyjny przyznając pierwsze miejsce w kat. nalewek akcyzowanych "Kiermusiance" - czyli nalewce gospodarzy, (która wg. mnie jest zwykłą wódą smakową z dużą ilością cukru i małą zawartością aromatów ziołowych) nie wpłynął najlepiej na moją ocenę imprezy i jej rangi.
Z całą pewnością nie wykazał się prowadzący imprezę aktor Białostockich scen Wiktor Zaborski. W ogóle odniosłem wrażenie, że wiekszość zaproszonych gości całą imprezę traktuje niezwykle lekko - ot okazja do wypitki i darmowej wyżerki.
Moje przeczucia potwierdza fakt, że kapituła Kresowej Akademii Smaku nie zdecydowała się przyznać certyfikatów i mam wrażenie, że nie chodziło tu o niską jakość wystawionych alkoholi - szczególnie tych domowych, ale raczej o brak rzetelnej oceny w trakcie konkursu. Komisja domowa obradowała dość długo, ale i tak miałem wrażenie, że jest po pierwsze za mała, po drugie niepotrzebnie poganiana, po trzecie ograniczona ilością nagród - w kategorii "akcyzowej" - było kilka wyróżnień - w kategorii "domowej" - żadnego - a podobno tak wspaniałe były niektóre nalewki nie uchonorowane I, II, czy III nagrodą. Znowuż polityka i komercja. Znalazły się pieniądze i czas na wyróżnienia dla sponsorujacych imprezę Polmosów - zabrakło dla prawdziwych nalewkowiczów.
Czyżby to fakt nieobecnosci Panów Bikonta, Makłowicza i Cugowskiego przyczynił się do tak lekkiego potraktowania imprezy przez innych "wielkich"??? Po VI juz konkursie spodziewałem się czegoś więcej. W maju konkurs w Lublinie - chyba zgłoszę się choćby z ciekawości jak też Akademia poradzi sobie na swoim gruncie. Może tam trochę więcej z atmosfery domowej ujrzę.
(www.wino.art.pl)

Dzięki, dzięki
Minęło kilka dni, na naszym zaprzyjaźnionym Apetyciku pojawiły się zdjęcia, więc najwyższa pora skreślić parę słów, o Turnieju nalewek na który zostaliśmy zaproszeni przez jego organizatora i pomysłodawcę, pana Waldemara Sulisza.
Gospodarz Turnieju pan Andrzej Żamojda podjął gości z iście staropolską gościnnością,a przy poczęstunku przygotowanym dla gości wspierały jego Karczmę "Rzym" , Dwór"Anna"z pod Lublina, hotel "Amax" z Mikołajek i restauracja "Hades"z Lublina.
Stoły zastawione były tak, jakby były wyjęte żywcem z ilustracji J.Szancera i muszę dodać, że smak potraw, czego już nie widać na zdjęciach, dorównywał ich wyglądowi.
Pogoda trochę nie dopisała, co wpłynęło zdaje się na frekwencję, bo część zaproszonych osób nie dojechała. Może gdyby zmienić nieco konwencję Turnieju i organizować go bliżej wekendu wtedy znalazło by się więcej amatorów chętnych do stanięcia w szranki nalewkowych zawodów.
Turniej odbył się w dwóch kategoriach, w gronie finalistów znalazła się znów pani Halina Mamok, co potwierdza jej wysoką pozycję w gronie nalewkowiczów.
Odniosłem wrażenie jakby w drugiej jego części, tej amatorskiej,organizatorom i prowadzącym zabrakło już trochę animuszu, ale miały na to na pewno wpływ brzuszki wypełnione znakomitym jedzonkiem.
Nasza ekipa nie zajęła żadnego poczesnego miejsca, ale mnie to nie zniechęca ,a nawet motywuje do dalszych prób i eksperymentów.Myślę że w maju 2005 uruchomię moją tajną broń, żeby pan Mirosław Hermaszewski nie czuł się osamotniony.W każdym razie być pokonanym przez takie tuzy nalewkowe jak pani Halina Mamot czy pan Karol Majewski to żadna hańba.
Mogę sobie na pociechę zaśpiewać (zmieniając troszkę słowa) fragment piosenki autorstwa bodaj śp.A.Waligórskiego
"...Jako jednostka porównawcza
ja także rolę mam przyjemną,
Mamok z Majewskim to geniusze
tak, ale w porównaniu ze mną..." :-)
Panu Waldemarowi serdecznie dziękujemy za zaproszenie, i poddajemy pod rozwagę, aby członkowie komisji oceniający nalewki, pisali przy każdej, uwagi dotyczące ew. niedostatków lub wad, tak aby nalewkowicze mogli w przyszłości, dokonać korekty swoich małych arcydzieł.
Warto też poznać dalszą kolejność miejsc które zajęły pozostałe nalewki.Ominęła nas też dość istotna część Turnieju -próbowanie konkursowych nalewek, musieliśmy niestety wcześniej wyjechać."
Dzidek
www.wino.art.pl
Szopka i Disneyland?
To chyba pozostaje jeszcze, żebym wypowiedział się ja, jako trzeci "winoartplforumowy" uczestnik Turnieju.
Zadanie mam o tyle łatwiejsze, że w gruncie rzeczy podpisuję się pod opiniami wyrażonymi przez moich znamienitych poprzedników. Tylko ja może zacznę od chwalenia.
Jadło wszelakie było rzeczywiście doskonałe, po wejściu do sali się wręcz trochę przestraszyłem - bo stoły wyglądały przepięknie a mnie jak zwykle naszła obawa, że cała energia poszła w wygląd... Ale niesłusznie, smak prezentowanych potraw dorównywał wyglądowi. Mi najbardziej zapadły w pamięć raki - istna teraz rzadkość na naszych stołach. Wspomniana zupa z lina również była przednia, podobnie zresztą jak większość innych potraw.
Miałem tę znaczącą przewagę nad moimi przedmówcami, że nie na konkurs nie jechałem, a byłem wieziony - zatem mogłem spokojnie degustować prezentowane napoje. Niestety, większość z nich była poważnie słodka - więc niezbyt pasowały do jedzenia. Tu zresztą pierwszy zgrzyt - piłem również nagrodzoną Kiermusiankę, i zupełnie nie rozumiem, a może nie chcę rozumieć, wyboru dokonanego przez Jury. Jak to już zostało powiedziane - zwykła ziołowa wóda z cukrem, nie różniąca się aż tak znacznie od poczciwej żołądkowej gorzkiej.
Kolejne zgrzyty - atmosfera. W gruncie rzeczy niestety nie różniła się o­na znacznie od "tematycznych imprez firmowych" - do złudzenia przypominała mi ostatnią, w której miałem okazję wziąć udział, również osadzoną w klimatach "szlacheckich". Ot, szopka i Disneyland, większość ludzi zainteresowana wyłącznie jedzeniem i napitkiem. Być może już po turnieju odbyło się coś, co zmieniłoby moje nastawienie, ale niestety zrażeni nieco przebiegiem części pierwszej wyjechaliśmy przedwcześnie.
Kolejny problem to dysproporcja pomiędzy częścią "akcyzową" a "domową". Niestety, na korzyść tej pierwszej. 5-osobowe jury części akcyzowej, składające się z osób medialnych i prezesów, oklaskiwane, obfotografowane etc. etc. całkowicie zdominowało zarówno otwarcie jak i ogłoszenie wyników. Ogłoszenie wyników indywidualnych odbyło się w pomieszczeniu, w ścisku, gdzie nic właściwie nie było widać ani słychać.
Niepokojąca jest również liczba wyróżnień przyznanych przez jury akcyzowe (aż 5) - co wyglądało trochę jakby była potrzeba, aby prezes A i prezes B przywiózł dyplom? (przepraszam pana Sulisza za sugestię, nie jest o­na w żadnej mierze oskarżeniem, jedynie skojarzeniem jakie miałem z różnymi medalami przyznawanymi na targach piwnych i podobnych, gdzie tak się właśnie często odbywa).
Podsumowując - nie zawiodło jedzenie, zawiodła atmosfera i nieco procedura konkursowa.
Myślę, że dużo dałoby podawanie pełnego rankingu startujących trunków (dla takich jak ja, którzy klasują się gdzieś tam daleko daleko za lepszymi od siebie) a przede wszystkim informacja zwrotna, o której pisał już Dzidek.
Być może zwiększyłaby atrakcyjność publiczna degustacja trunków, połączona z oceną na ustalonych wymiarach. Końcowe narady jury pozostałyby rzecz jasna tajne, chociaż powinny o­ne bazować na wypełnionych kartach ocen (czyli rozwiązanie zbliżone do istniejącego w parparach).
I kolejna rzecz - wydaje mi się, że niezbędne jest rozdzielenie, przynajmniej na czas degustacji, niekoniecznie jako wyodrębnienie odrębnych kategorii, różnych rodzajów trunków. Procedura polegająca na wymieszaniu nalewek słodkich i wytrawnych jest w moim mniemaniu błędna, gdyż kubki smakowe posiadają pewną inercję, i żadne przepłukiwanie ust tu nie wystarczy (można przećwiczyć doskonale na czerwonym, mocno wytrawnym winie i tokaju czy sauternes np.). Końcowa punktacja mogłaby już być łączna, żeby nie wprowadzać dodatkowej konfuzji poprzez wyodrębnianie dodatkowych kategorii.
Się rozpisałem. Podsumowując - mimo wszystko cieszę się bardzo, że miałem szansę wziąć udział w turnieju, mam nadzieję, że będę miał okazję wybrania się w maju do Lublina. Apeluję również o przeniesienie terminu na dni wolne. Domyślam się, że środek tygodnia jest atrakcyjniejszy dla uczestników instytucjonalnych, ale przecież nie tylko dla nich Turniej jest prowadzony.
Sasza
www.wino.art.pl
Turniej na fotografii:
http://foto.pap.com.pl/Galerie_Irak/cgi-bin/gal.pl?akcja=pokaz&id=2842


wstecz



reklama 
























linki 

APETYCIK.PL - PYSZNE STRONY ŻYCIA
© 2003 Waldemar Sulisz
hosting powered by prot - Profesjonalne Technologie